Fern

Description:

W łucznictwie nie mam równych.
Moje dwa krótkie miecze są w walce niczym przedłużenie moich ramion.
Słyszę więcej i widzę więcej, nawet gdy wzrok opada na las.
Biegam szybko jak sarna, skaczę wyżej niż sięgają czubki młodych sosen, pływam niczym jesiotr, gdy się skradam, nie wypatrzy mnie nawet bystry sokół.
Noszę na głowie głęboki kaptur, aby ukryć moje rdzawo-rude włosy i stopić się z zielenią lasu.
Tylko jesienią, gdy liście na drzewach również rudzieją, czasami zrzucam go z głowy i pozwalam czesać się wiatrowi…

Bio:

Coś wyrywa mnie ze spokojnego snu…
Niespokojne, podniesione głosy, potem krzyki… panika, panika wokoło…
Nagłe szarpnięcie, a potem silny uścisk… zapach matki… ruch… biegniemy…niesie mnie gdzieś…
Poprzez coraz głośniejsze krzyki, poprzez zgrzyt żelaza uderzającego o żelazo, poprzez jęki pełne bólu…
Oddalamy się, do moich niemowlęcych uszu dociera coraz mniej dźwięków budzących grozę, oczy próbują przywyknąć do coraz głębszej ciemności.
Powraca zmącony spokój, w bezpiecznych objęciach matki zasypiam.

Budzi mnie chłód i wilgoć na policzkach. Głęboka czerń nocy zamienia się w szarość ale widok przesłaniają pochylające się nade mną liście paproci.
Jestem sama. Jestem tu kompletnie sama! Gdzie moja mama! Gdzie jej zapach!!!
Kroki…delikatne i miękkie… wróciła????

Liście paproci rozchylają się, ale twarz którą widzę jest obca. Strach zaciska mi gardło, chcę płakać, ale nie mogę, nie mogę oddychać ze strachu.
Postać wyciąga po mnie ręce, kładzie dłoń na mojej twarzy…uspokajam się, zasypiam….

Do tej pory nie wiem, na ile to wszystko co mam w głowie jest jakimś koszmarnym snem, na ile mglistymi wspomnieniami.
Mam tylko to, strzępki wrażeń, odczuć, ból i strach.
Tego dnia, w tym ciemnym i tajemniczym lesie, zakończyło się moje życie.
Zakończyło się życie ludzkiego, słabego niemowlęcia, rozpoczęło się życie silnego, elfiego wojownika.

Tak – jestem człowiekiem. Jestem też elfim rangerem, ponieważ to leśne Elfy mnie wychowały.
To one znalazły mnie w lesie po tym, jak cała moja rodzina została wymordowana przez hordę orków.
To ręce jednego z elfów wyciągnęły mnie spośród mokrych paproci i zabrały do domu.
Miał na imię Feariel, jego żona Maranae. Właśnie stracili dziecko, które zmarło od ugryzienia jadowitego pająka.
Miałam być darem dla Maranae. Nadzieją na ukojenie bólu po stracie.
I byłam darem, o który troszczyła się niczym o najcenniejszy skarb.

Moim jedynym skarbem była się srebrna grzechotka, którą elfy znalazły przy mnie w kocykach, w które byłam zawinięta. Jedyna rzecz łącząca mnie z przeszłością…

Grzechotka, wyglądająca na drogocenny przedmiot, niezwykle kunsztownie wykonana, zdobna w Illuskańskie ornamenty – co pozwala mi sądzić, ze wywodzę się z tego ludu i że moja rodzina należała do wyższego rodu.
I litera na niej – “F”. Monogram mojego ludzkiego imienia? Nazwiska mojego rodu?
Elfy dostrzegły grawer i nadały mi pasujące do litery imię, łączące się z moją historią – Fern – co znaczy ni mniej ni więcej tylko Paproć.

Nic więcej poza domysłami nie wiem o moim pochodzeniu i mojej rodzinie.
Nic na ten temat nie mówią elfy. Nie chcą mówić. A wiem, że coś wiedzą…
Od lat składam w swojej głowie obraz tej tragicznej nocy, niczym elementy dziwnej układanki.
Ze strzępków podsłuchanych rozmów, z niedokończonych zdań, które czasami wymykały się z ust mojej elfiej matki…
“…matka…ukryła…wszyscy zamordowani”
“…orkowie…horda najemników…zlecenie”
“…nikt nie może się dowiedzieć…ostatni potomek…”
“…jeśli się dowie, to odejdzie!”

Dzisiaj jest dzień moich 18 urodzin licząc od dnia znalezienia w lesie.
Wiem z opowiadań matki Maranae, że u ludzi to dzień, w którym rozpoczyna się dorosłe życie.
Dla Elfów jednak nadal jestem dzieckiem. Cóż w ich długowiecznym życiu znaczy 18 lat?!
Zaczyna mnie drażnić zachowanie mojej elfiej matki, która wciąż boi się o mnie panicznie, gdy tylko zbyt długo pozostaję sama w lesie.
A potrafię znikać nawet na kilka tygodni :)

Elfy nigdy nie ukrywały przede mną, że jestem człowiekiem, ale też nie wychowywały mnie jak człowieka, nigdy mnie tak nie traktowały.
Dopiero od jakiegoś czasu matka trochę jakby w ukryciu przed ojcem zaczęła mi opowiadać o tym jak żyją ludzie.
Tak jakby chciała mnie do czegoś przygotować?

Do niedawna moje życie wyglądało jak życie każdego leśnego elfa. Każdego dnia uczyłam się jak być częścią lasu, jak stapiać się z nim w jedno, jak szukać w nim schronienia. Las to mój dom. Natura nie ma przede mną tajemnic. Zapach powietrza, kolor nieba, dźwięk wiatru, odgłosy spłoszonego ptactwa – setki informacji w każdej sekundzie, które potrafię wykorzystać na swoją korzyść.
W lesie jestem niewidoczna. Nie tylko dzięki perfekcyjnej znajomości tego środowiska ale również dzięki magicznym sekretom, którymi podzieliły się ze mną elfy.
Zwierzęta są moimi przyjaciółmi, potrafię zjednywać sobie ich zaufanie i szacunek. Dzięki temu mogę prosić je o pomoc w każdej dziedzinie – jastrząb staje się moimi oczami, łasica moim tajnym zwiadowcą, rączy jeleń posłańcem.

Ale największym moim przyjacielem jest biały Wilk.
Wilk bez rodziny – tak jak ja. Wilk bez imienia – bo nie czuję się godna mu go nadać.
Wilk, który jest ze mną niemal od dnia, w którym rozpoczęłam moje elfie życie.
Mój ojciec znalazł go w lesie, przy jego zdechłej matce, która złapała się w sidła zastawione przez orki. Było to zaledwie trzy dni po tym jak mnie znalazł w paprociach, więc więcej niż pewne, że sidła zastawiła ta sama horda, która polowała na moją rodzinę. Wilczątko było inne niż jego matka, zupełnie białe, niczym srogie Illuskańske śniegi.
Matka Maranae odchowała i mnie i Wilczątko. Jesteśmy nierozłączni.

Dzisiaj, z okazji moich urodzin spotykam się z głową elfiego Rodu, z Naszym Ojcem.
Czy dowiem się czegoś o mojej przeszłości?
Czy poznam kolejne przydatne zaklęcie?
To wielki zaszczyt dla mnie, że elfy dzielą się ze mną magią. Nigdy nie zdradzają “obcym” swoich sekretów, a ja mimo iż jestem z nimi od zawsze, jestem “obca”.
Szepczą o tym czasami, gdy myślą, że nie słyszę. Te szepty coraz bardziej mnie bolą…
Czy dzisiaj właśnie powinnam porozmawiać z Naszym Ojcem o moim planie?
Od dłuższego czasu rozmyślam o opuszczeniu lasu. Coraz mocniej tego pragnę.
Być może to pragnienie było we mnie zawsze i wynika z mojej ludzkiej natury, być może narodziło się w dniu, który matka Maranae po raz pierwszy zaczęła opowiadać mi o ludziach..

Fern

Shards of Sharn przeroog DemoNika